M

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

Jak być produktywnym ?


Witam raz jeszcze! 
Nie wiem co powiedzieć, znowu mnie tutaj nie było przez bardzo długi czas. Nie mam usprawiedliwienia na siebie, po prostu nie mam, ale wiem co mam… dużo pomysłów:)

źródło



Sesja już pewnie się skończyła - choć zakładam że nieliczni jeszcze walczą i trzymam za nich kciuki, a ja postanowiłam przymaszerować z postem dotyczącym planowania czasu.
 Pełno jest różnych porad w Internecie pt.: " Jak zaplanować swój dzień.', "Co zrobić by nie marnować czasu.", w wielkim skrócie  - jak być po prostu produktywnym. I taka jest prawda że się DA i nie trzeba się wcale przemęczać tylko poświęcić trochę czasu na organizację.
Stwierdziłam, że podzielę się z wami co działa w moim przypadku - może komuś się przyda;)


Dopiero jako  25 latka (niestety nikt nie młodnieje) odkryłam jak wiele plusów ma świadome i tu podkreślam !ŚWIADOME ! organizowanie czasu (rychło w czas się obudziłam).  Widzimy jak wiele osób odnosi sukces i myślimy : " bo im to łatwo przychodzi a ja nie mam czasu…", a prawda jest taka że każdy ma go tyle samo tylko trzeba mieć odpowiedni plan:) I taki plan trzeba nauczyć się tworzyć.
Dobra organizacja pozwoli nam znaleźć czas również dla siebie i powinniśmy go uwzględnić zawsze :)

  • Pierwszą rzeczą która dla mnie działa najlepiej (może jestem staromodna;))  to kalendarz i długopis , lub zwykła kartka papieru.Dobrze jest każdego wieczoru po prostu posadzić 4 litery na krześle i zapisać wszystko co chcemy zrobić dnia kolejnego. Z doświadczenia polecam rozpisanie godzinowego "planu działania". Dzięki temu wiem co mam zrobić o każdej porze dnia i staram się trzymać planu. Pamiętajcie żeby uwzględnić przerwy i traktujcie je jako czas dla siebie  - pozwoli to uniknąć zerkania na Facebooka czy Instagrama co 5 minut w czasie przeznaczonym na pracę czy naukę. Niech przerwa będzie nagrodą:)

  • Kalendarz Google - jeśli ktoś lubi mieć kalendarz zawsze przy sobie a telefon mamy praktycznie przy naszym tyłeczku całe dnie. Możemy tam wszystko łatwo zsynchronizować i zawsze będziemy na bieżąco  z długoterminowymi planami.

  • Następna rzecz to robienie list z których możemy kolejno odznaczać co dzisiaj robiliśmy. Często robię to na kartce w kalendarzu ale również czasami używam do tego OneNote'a. Ten program jest po prostu świetny- łatwo zrobimy kolorowe ,  przejrzyste notatki, listy z których możemy odznaczać zadania. Świetnie planuje mi się w nim projekty   - bardzo ułatwił mi pisanie notatek podczas Erasmusa:))( P.S. O studiowaniu za granica możecie przeczytać w poprzednim poście).


To co mogę powiedzieć na koniec… Planowanie dnia jest SUPER!

  • Pozwala zaoszczędzić czas  - od razu wiemy co mamy zrobić
  • Daje nam poczucie kontroli
  • Po każdym "odhaczonym" zadaniu pojawia się uczucie satysfakcji ( trochę samozadowolenia i pewności siebie jeszcze nikogo nie zabiło;))
  • Znika uczucie, że czas przecieka nam przez palce
  • Łatwiej zaplanować "czas wolny"
  • Widząc i mając namacalny ;) dowód wykonanej wzrasta nasza motywacja

Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim jest wyrobienie sobie nawyku zapisywania tego co mamy zrobić, nie jest łatwo (szczególnie na początku),ale warto.
Kolejna sprawa to nie popadanie w depresje jeżeli nie wykonamy czegoś z listy. Każdemu może się zdarzyć i czasami nie jesteśmy w stanie dokładnie oszacować ile czasu potrzebujemy na wykonanie "zadania".

Wiec, siadaj, planuj, pracuj i ciesz się efektami :)

P.S. Jeśli macie jakies pytania czy przemyslenia zapraszam do dzielenia sie w komentarzach i na mojego instagrama !!! :)

poniedziałek, 6 marca 2017

Hello Scotland!



I znowu wracam po długiej przerwie… Zaczynam się zastanawiać, ale blogerką to ja chyba nigdy nie będę chyba że taką na pół etatu:)

Od mojego ostatniego wpisu wiele się zmieniło.. Tak w skrócie to… wyjechałam na wakacje do Londynu aby sobie troszkę dorobić w związku z planowanym wyjazdem a studia z programu Erasmus+.
Tak się jakoś wszystko poukładało , że piszę dla Was post siedząc sobie w akademiku w …SZKOCJI! 

Tak , wyjechałam… decyzja o aplikacji do programu zapadła bardzo spontanicznie i zmieniły w związku z tym moje wszystkie plany na przyszłość.

Obecnie mieszkam w niewielkim miasteczku oddalonego 10 minut od Glasgow – możecie spodziewać się zdjęć z Glasgow wkrótce ponieważ zamierzam wybrać się na wycieczkę po muzeach i zabytkach ale także na piesze odkrywanie „dzikich” zakątków.

Na dzisiaj przygotowałam kilka zdjęć z wyjazdu do St. Andrews  - może nie wiecie ale tamtejszym uniwersytecie studiował Książe William i tam poznał swoją obecną już żonę –  gdzie po drodze mogłam zobaczyć The Kelpies.

Zacznę więc od „The Kelpies”.
Są to dwie trzydziestometrowe końskie głowy które ważą 300 ton każda. Zaprojektował je Andy Scott który jest znanym w Wielkiej Brytanii rzeźbiarzem.
Według mitologii Kelpie są to bestie żyjące w jeziorach które przybierają kształt pięknej kobiety lub szalonego konia. Nie jest to jednak jedyne wyjaśnienie dlaczego rzeźby powstały akurat w tym miejscu koło miejscowości Farklik.
Rzeźby są pewnego rodzaju hołdem oddanym tysiącom koni które pracowały ciągnąc barki wzdłuż kanału Forth i Clyde a także Union Canal tzn. aż od portów w Edynburgu do Glasgow. Rzeźba przedstawia konie rasy Clydestalle które były hodowane w tym rejonie w XVII w., były dumą Lanarkshire. Mogło to być kolejnym powodem dlaczego te dwie ogromne rzeźby postały właśnie w tym miejscu.

St. Andrews jest niewielkim miasteczkiem w którym znajduje się St. Andrews University który został założony w 1413r.  Tak jak wspomniałam sławny jest nie tylko ze względu na wysoki poziom nauczania, ale również ze względu na to iż uczęszczali do niego przyszły król i królowa Anglii.

W mieście znajdują się również najstarsze pola golfowe w Szkocji, a samo miasteczko jest urocze. Wydaje się, że nie potrzebna jest tam komunikacja miejska bo chyba wszędzie da się dojść pieszo.
W miejscowości jest również zamek, a konkretniej ruiny zamku nad samym brzegiem Morza Północnego, a widoki po prostu zapierają dech.

Cała wycieczka do St. Andrews była organizowana przez stowarzyszenie studenckie, ale wiem ze bez problemu z Glasgow można dotrzeć tam autobusem. Bilety można zamawiać przez Internet m.in.: www.uk.megabus.com  lub www.nationalexpress.com a to tylko dwie strony internetowe z wielu.
Jeśli ma się szczęście można znaleźć bilety już od 5 £, a standardowa cena za podróż w dwie strony to około 18£.

To była moja pierwsza nieśmiała „wyprawa”, powiem szczerze że Szkocja zrobiła na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie, a przede mną kolejne plany na wycieczki.
Mam nadzieję, że się wam podobało i będę bardzo zadowolona jeśli podzielicie się swoimi uwagami, spostrzeżeniami w komentarzach :)

Pozdrawiam i trzymajcie się ciepło!

















sobota, 18 czerwca 2016

student's life

Dzień z życia  studenta, przepraszam studentki J wyobraź sobie ze jesteś studentką
Wstaję rano – budzik nastawiony na 7, wstaje o 6 i idę pod prysznic. Uświadamiasz sobie sobie ze jest dopiero po 6 więc wracasz do łóżka . Śpisz .W trakcie dostajesz kilka smsów – to niespokojna koleżanka robiąca z  Tobą projekt ma kilka pytań do Twojej części  – odpisujesz . śpisz dalej.
Pobudka o 7:18  - nie byłaś w stanie wcześniej. Kawa i jajecznica z cebulą. Tak samo już od miesiąca – nie wiesz czy kiedykolwiek to Ci się przeje . Było tak z owsianką, ale to zupełnie inna historia. Owsianka opisuje zupełnie inny etap życia.
Zasiadam, włączasz youtube – nie masz teraz żadnego krótkiego serialu do oglądania . Tylko grę o tron ale jak na razie widziałaś wszystkie odcinki i za długie do śniadania. Jednak masz jakiś niedosyt, wracasz po truskawki – miały być dzisiaj do makaronu, ale cóż. Kupisz nowe – i tak będziesz robić tort na sobotę.
Teraz pozmywać. Miska, szybko, w końcu w niej były tylko owoce, talerz – to już większe wyzwanie. Po zakręceniu kranu zostały jeszcze łyżeczki… zawsze to samo, na koniec durszlak – nie ta standardowa „ jeszcze patelnia” durszlak z wczoraj. Wypełnione zadanie pora na kawę, dokończenie jutuba i naukę bo za kilka godzin kolokwium a to ze poszłaś spać o 3 a wstałaś po 7 nie zmienia faktu ze możesz odpuścić mimo ze od poniedziałku do dzisiaj (piątek) spałaś łącznie jakieś 16 h.
W okolicach godziny 11 przypominasz sobie ze miałaś spotkać się z prowadząca. Wybiegasz z domu ale nie zastajesz jej w gabinecie. Znowu biegniesz. Za 5 minut masz kolokwium. Pustka. Połowa pytań nie w temacie – kombinujesz . Ostatecznie 5 na 6 napisanych. Czy dobrze , nie tobie dane będzie to sprawdzać. Na horyzoncie kolejny cel. Oddanie projektu. Co z tego ze Ty i Twój „parter” mieliście na to cały semestr. Zrobiliście to w jedną noc. Jeszcze tylko jakieś pół godziny w kolejce do ksero i…. nie ma prowadzącego. Krakowskim targiem zastawiasz mu prace na biurku. Odchodzisz mając nadzieje ze sprawdzi.
No to niby tyle – 14:00. Teraz lecisz do sklepu, po ołówek. Bo musi być automatyczny po prostu – po drodze truskawki. Przecież chcesz zrobić ten tort i bierzesz dwa kilo – 1,5 zjesz sama. Idziesz po ołówek kupujesz jeszcze taśmę klejąca, bo się przyda, rysiki do ołówka – potrzebne i znowu mini taśmę klejącą. Czemu, bo jest czerwona w łosie , dlatego. Teraz dom. Nie jednak nie, jeszcze  podkłady same się nie skserują  - 15 minut kolejki. Dałaś rade. Siatka z truskawkami i warzywami – nie da się kupić jednej rzeczy trochę wcina się w palce. W ogóle dzisiaj chodzisz ale jakby wolniej. Przebierasz tymi nogami ale wcale nie zabierasz tyle dogi – minuta jakby godziną.
Autobus. Siadasz. „chłopiec” pod oknem całkiem przystojny. (chłopiec- zawsze ich tak nazywasz niezależnie od wieku tak już jest). Chciałabyś się uśmiechnąć ale akurat dzisiaj pewność siebie odmawia Ci posłuszeństwa. To pewnie przez te siatki, teczkę pod pacha i okulary gdzieś na środku dotknięte palcem , i nawet nie masz jak przetrzeć. Małe problemy a czasami nie do pokonania. Co do „chłopca” - pewnie ma dziewczynę, w sumie to nie wiesz . Wysiadasz. Dom .
Szybko jedzenie. Makaron z truskawkami czemu nie. Pełnoziarnisty. Teraz się jada pełne ziarno. Tylko. Zdrowie na pierwszym miejscu. W szufladzie i tak czeka czekolada na gorszy dzień(ikt nie jest idealny).
20 min drzemki i wciągasz na pupę te legginsy prosto z prania. Rzeźba sama się nie zrobi. 17:30 18:30 to jest Armagedon. W drodze do domu czujesz się jak Chuck morris – niezniszczalna .Klata, biceps, plecy, brzuch. Doładowana energią.
Wchodzisz do sklepu po chleb. Wychodzisz z siatka zakupów. Dom ,szybka pogadanka na skype. Dla rodziców zawsze znajdujesz czas cokolwiek by się nie działo. Sprzątanie. Godzina – wbrew temu co mówią lokatorzy – cały dzień . kulinarne abstrakcje, jutro impreza obiecałaś robić tort. Jakby go nie było nikt się ei przejmie, ale sama chcesz, dla czystej satysfakcji. Po 2 godzinach  skończonej pracy lądujesz z ulubionym piwem i owocami zalanym pozostałościami kremu tortowego  i owocowa posypką przed  programami na youtube. Możliwe że to już uzależnienie. Odpręża.
Zrobiłaś dzisiaj dużo. Na serio. Kawał dobrej roboty jak na mikroistotę.
1:10 idziesz spać. Sen to tylko przerwa między robieniem zajebistych rzeczy.

Dobranoc.


Taśma w łosie




Powrót do domu

relax

środa, 23 marca 2016

druga połowa szklanki

               Czasami porzucamy coś sugerując się tylko opinia innych, w taki sam sposób zaczynami coś robić - to jest  akceptowane, wszyscy tak robią, teraz jest modne. Tak w kółko. Jedyne czego (tak mi się wydaje) możemy być pewni to to ze za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat przypomnimy sobie pasję, hobby, zajawkę i wyginając ustaw krzywym uśmiechu stwierdzimy że "młode i głupie", "a gdybym...", " a może by się udało".
Przerażające jest to jak łatwo jest zrezygnować , ale jeszcze trudniej żałować.
Pewna osoba   - a dokładnej ksiądz (O.O!) powiedział " lepiej zgrzeszyć i żałować niż żałować że się nie zgrzeszyło" - nie wnikam co sobie o tym pomyślą zwolennicy kościoła - moim zdaniem... mądre słowa. Wbrew pozorom słowa można odnieść do wielu rzeczy.

Ostatnio na zajęciach na uczelni mam "pożyteczny" przedmiot dotyczący komunikacji - oczywiście nie chce chodzić na niego jak cała "banda studenciaków", ale pierwsze zajęcia uświadomiły mi dokładnie, ze nie spodziewamy się jakie odważne i ciekawe wbrew pozorom osoby mamy na co dzień wokół siebie nie zdając sobie z tego sprawy.

              Bardzo smutne w tym wszystkim jest to, ze wiele osób również z mojego otoczenia wytycza sobie drogę życia i koniec kropka. Dążyć do stabilizacji, założyć rodzinę dobre oceny na studiach, projekty projekty projekty.... Ktoś kto myśli inaczej - zło.
A przecież! Jedyną stabilną i niezmienna rzeczą w życiu jest to ze wszystko się zmienia, i to z dnia na dzień ! W jednej sekundzie świat może wywrócić się do góry nogami, i nie mówiłabym tego gdybym nie miała potwierdzenia " w realu".
 Dlaczego tylko spotykam się ciągle z ruganiem ludzi "innych" choć wcale inni nie są. Dla przykładu, to że studiując musisz pracować bo "jakoś żyć trzeba" czasami u niektórych przekreśla Cię w poproszeniu o pomoc, bo przecież nie chodzisz na zajęcia, a jak praca to nie studia - koledzy...
Częściej za to są sytuacje, że masz jakąś pasje czy udzielasz się w różnego rodzaju akcjach - z własnej pasji, patrzenia w przyszłość whatever.. Ale cóż, masz nieobecność, nie masz informacji... - koledzy.

Uczelniane sytuacje można przenieść na życie codzienne, ja tylko pisze o tym co dotyczy mnie:) Natomiast nie chce mówić ze wszyscy są tacy. Oczywiście że NIE! :) To są tylko pojedyncze przypadki ale każdy przyzna że upierdliwe. :P

Jednakże nawet jeśli ktoś daje nam do zrozumienia ze robimy coś niezgodnie z ogólnym schematem może nie zawsze warto brać sobie to do serca. Nawet jak nie wychodzi. Może szklanka powinna być jednak do połowy pełna?

Wesołego Jajka!

Davisowa.